wtorek, 17 lutego, 2026

Burgweide – obóz pracy przymusowej w Breslau

Większość ludzi w obozie stanowili Polacy. Byli tam również Ukraińcy, Francuzi, Włosi i Czesi. W różnych okresach przetrzymywano tam do 12 000 osób. Z Burgweide ludzie byli wysyłani do pracy przymusowej do Breslau i poza jego granice. Podczas oblężenia Breslau większość przetrzymywanych budowała barykady i lotnisko w mieście oraz kopała okopy. Tam też jeńcy ponosili śmierć – informuje strona wroclawyes.eu.

Burgweide

Obóz powstał w okolicach wrocławskiej cukrowni w 1940 roku i funkcjonował do końca II wojny światowej. Powierzchnia obozu koncentracyjnego, otoczonego drutem kolczastym, wynosiła 15 hektarów. Przez całą dobę obozu pilnowali funkcjonariusze wojska i policji. Na terenie obozu znajdowały się również dwie wieże strażnicze. Niewykrycie i ucieczka z obozu wydawały się zadaniem niewykonalnym.

Burgweide miało kilka sekcji oddzielonych drutem kolczastym. Mieszkali w nich więźniowie różnych narodowości. Niemieccy jeńcy mieli do dyspozycji pięć baraków. W sumie było ich 27. Oczywiście pomieszczenia nie były ogrzewane, a w jednym baraku mieszkało do 200 więźniów. W Burgweide znajdował się również szpital z budynkami sanitarnymi. Oprócz niemieckich lekarzy pracowali w nim także więźniowie-lekarze. Wśród nich był Polak, dr Modrakowski.

Nikt nie dbał o komfort jeńców. Zdarzało się, że nowo przybyli spędzali noc pod gołym niebem na placu. Nie dla wszystkich starczało łóżek. Niektórzy spali na betonowej podłodze. W różnych okresach oblężenia Wrocławia przetrzymywano tu do 12 tys. więźniów. Jesienią 1944 roku, gdy trwało Powstanie Warszawskie, do Burgweide trafiło tysiąc warszawiaków.

Obóz koncentracyjny mógł pomieścić do 7000 osób. Jednak w drugiej połowie oblężenia Breslau do obozu masowo zaczęto kierować więźniów z innych miast i nieczynnych obozów w Breslau. W Burgweide więźniowie byli poddawani kwarantannie i tymczasowo zatrudniani. Następnie więźniów rozwożono do innych obozów i miejsc pracy przymusowej.

Więźniowie Burgweide często trafiali do zakładów przemysłowych i gospodarstw rolnych we Wrocławiu. Podczas oblężenia miasta pod koniec II wojny światowej byli zabierani do budowy fortyfikacji miejskich, lotniska i kopania okopów. Wśród przebywających w Burgweide osób były różne narodowości z krajów okupowanych przez nazistów. Wśród nich było 15% Polaków. Przed zakończeniem oblężenia Wrocławia – 25%.

W murach Burgweide zginęło wiele osób z powodu chorób, wycieńczenia i nieludzkiego traktowania. W szczególności podczas budowy fortyfikacji w czasie II wojny światowej. W styczniu 1945 roku, kiedy linia frontu znajdowała się już nad rzeką Widawą, część więźniów z Burgweide została ewakuowana. Jednak straż obozowa wywołała pożar w szpitalu na terenie zakładu. Chorzy, którzy nie zdołali uciec z resztą więźniów, również spłonęli.

W trakcie swojej działalności Burgweide kilkakrotnie zmieniał swój rodzaj pracy. W latach 1940-1944 był obozem rozdzielczym, filią Groß-Rosen. Dalsze badania pokazują jednak, że Burgweide nie miał nic wspólnego z tym niemieckim obozem. Od stycznia 1945 roku stał się obozem pracy przymusowej, który podlegał Verkhmattowi.

Ze wspomnień

Wincenty Kuc przybył do Burgweide z Pruszkowa po zakończeniu Powstania Warszawskiego. Twierdził, że warunki w obozie były straszne. Ludzi ciągle przybywało, więc musieli spać w różnych miejscach. Ci, którzy nie mieli wystarczającej liczby łóżek, musieli leżeć na podłodze lub spać pod gołym niebem.

Pierwsi więźniowie obozu jeszcze mieli ludzkie warunki życia. Mogli nosić cywilne ubrania. Wkrótce jednak zostały one zamienione na mundury więzienne z numerem na plecach. Początkowo otrzymywali także ręczniki i mydło. Później były to kawałki materiału. Strażnicy więzienni nie zwracali uwagi na choroby więźniów, takie jak świerzb, dbali jedynie o czystość pomieszczeń i spacerniaka.

Ubrania można było prać w miskach, których na początku istnienia obozu było tylko 150. Oczywiste jest, że wraz ze wzrostem liczby więźniów nie przywożono nowych misek. Wielokrotnie były też używane one jako umywalki. Woda była oczywiście tylko zimna.

Nikt nie dbał o higienę i potrzeby bytowe więźniów. Głód był w Burgweide zjawiskiem powszechnym. Raz dziennie była podawana zupa jarzynowa, ale bez ziemniaków. Na śniadanie więźniowie otrzymywali jeden kawałek chleba na pięć osób i czarną kawę bez cukru.

Według słów więźnia Henryka Onderki, najwięcej osób trafiało do cukrowni w Sołtysowicach (zburzonej w 2009 r.) oraz do młyna w Sułkowicach. Podczas oblężenia Breslau więźniowie byli masowo przywożeni do miasta, aby budować konstrukcje obronne. Wiele osób zmarło wówczas z zimna i wycieńczenia na Placu Grunwaldzkim.

Pod koniec wojny i oblężenia Wrocławia Burgweide był już przepełniony. Życie stawało się nie do zniesienia. Inna więźniarka, Janina Skorupińska, powiedziała, że 17 kwietnia 1945 roku urodziła córkę w barakach Burgweide. Pod ciągłymi bombardowaniami, pożarami i bez niezbędnej wody dokonał się cud narodzin. Swoją Urszulę ochrzciła w obozowej prowizorycznej kaplicy, która mieściła się w szopie.

W latach 40. we Wrocławiu działało około 50 takich placówek. Największe znajdowały się przy ulicach Legnickiej, Dyrekcyjnej, Słodowej i Haukego-Bosaka. Pod koniec wojny większość z nich została zamknięta, a więźniów przeniesiono do Burgweide. Przeludnienie obozu to tylko jeden z aspektów cierpienia, jakiego doświadczali więźniowie.

Okropności obozu

Inny naoczny świadek, Anna Gołembiewska, twierdzi, że prawdziwy koszmar rozpoczął się po podpaleniu obozowego szpitala z pacjentami. W powietrzu unosił się nieprzyjemny zapach, a gdzieniegdzie widać było spalone ludzkie kości. Na początku kwietnia więźniowie Burgweide stanęli przed kolejnymi wyzwaniami.

Bombardowania Wrocławia tylko się nasilały, a wraz z nimi nieznośne warunki w obozie koncentracyjnym. Wszędzie panował głód i strach. Brakowało łóżek, więc ludzie spali na betonie. Umierali z powodu obrażeń, głodu i wycieńczenia. W całym obozie słychać było krzyki i prośby o łyk wody i kawałek jedzenia. Annie udało się zdobyć trochę ziemniaków i podzielić się nimi z chorymi.

Po kapitulacji Breslau 6 maja 1945 roku do miasta przybył nowy burmistrz. Zachęcał on byłych więźniów, aby nie opuszczali miasta, lecz wzięli udział w jego odbudowie. Wiele osób rzeczywiście pozostało. Naoczni świadkowie wspominali, że dopóki na jednej z wież Burgweide nie pojawiła się polska flaga, cierpieli w niemieckim Breslau straszne męki. Ale po 6 maja 1945 roku Wrocław stał się ich rodzinnym, polskim miastem.

Dziedzictwo

Do 2019 roku o Burgweide przypominało kilka ocalałych baraków, w których mieszkało kilka rodzin. W 1959 roku przy alei Poprzecznej stanął pomnik ofiar hitlerowskiego terroru. To także hołd dla wszystkich mieszkańców obozu koncentracyjnego, którzy zginęli w mękach. Pomnik został zbudowany przez pracowników cukrowni, którzy chcieli uczcić pamięć swoich poprzedników.

Terytorium dawnego Burgweide z pewnością wywołuje dreszcze. Warto jednak go odwiedzić i doświadczyć tej opresyjnej atmosfery, gdyż jest ona częścią historii Polski i samego Wrocławia. Po II wojnie światowej baraki obozu koncentracyjnego były wykorzystywane jako mieszkania, niestety nie podjęto prób utrwalenia ich w niezmienionej formie i wpisania do rejestru zabytków narodowych.

W 2019 roku ostatni mieszkańcy zostali wysiedleni z Burgweide. Teren został wystawiony na sprzedaż. Zdecydowano, że pozostałości obozu można wyburzyć i wybudować tam wielopiętrowy budynek lub inne obiekty komercyjne. Interweniował jednak Dolnośląski Konserwator Zabytków. Na jego wniosek na każdym budynku, który pojawi się w tym miejscu, zostanie umieszczona tablica pamiątkowa ku czci poległych w Burgweide.

W 2022 roku rozpoczęto niszczenie dawnych koszar. W trakcie przygotowywania terenu pod budowę odnaleziono wiele artefaktów. W miejscu dawnych koszar wydobyto rzeczy osobiste personelu i ludzkie szczątki.

.......